"Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta."
- Po prostu przeczytaj to - tyle usłyszałam od mojej serdecznej przyjaciółki, kiedy wręczała mi tę książkę. Wracałyśmy wówczas z długiego spaceru, obserwując czerwone, zachodzące słońce, a za plecami mając blady księżyc. Głowa moja pełna była wrażeń, uszy śpiewu ptaków, a na skórze odczuwałam ten specyficzny chłód, właściwy dla duchowego spokoju po szczerym śmiechu. Nic więc dziwnego, że nie mogłam skupić się podczas czytania opisu z tyłu okładki. O książce, która odmieniła czyjeś życie - to wszystko co wtedy zapamiętałam. Lecz to, w połączeniu z poetyckim tytułem i tajemniczą ilustracją wystarczyło, abym jeszcze tego samego dnia utonęła w lekturze. Bowiem świat "Cienia wiatru" od pierwszej strony pochłonął mnie bez reszty.
Ja nawet nie potrzebowałam pragnąć, by znaleźć się nagle, cudownym sposobem, w Barcelonie - ja naprawdę byłam tam. Przeniósł mnie język Zafona, pełen wyrażeń wyjętych żywcem z hiszpańskich poematów, pomogły w tym postaci niewyobrażalnie żywe i na wskroś prawdziwe, i udział swój miały cudne opisy samego miasta - niezwykłego, pięknego...
Niesamowita jest również sama fabuła powieści. Rozpoczyna się ona w 1945 roku, kiedy to Daniel Sempere ma dziesięć lat. Jego matka zmarła kilka lat wcześniej, a ojciec jest księgarzem. Pewnego razu prowadzi on swojego syna na Cmentarz Zapomnianych Książek. I tam, pośród tysięcy dusz, tysięcy tomów, chłopiec wybiera jeden - "Cień wiatru" Juliana Caraxa. W ten oto sposób Daniel wplątuje się w historię życia owego pisarza, która wkrótce okazuje się blisko powiązana i podobna do jego życia...
Ach, jak trudną jest próba streszczenia tej książki i ja jej nie sprostam. Opisywanie wszystkich wątków, zawartych w tej powieści, zabiłoby całą ich magię, ich piękno. Najpiękniejsze spośród nich są jednak wątki miłosne - zwłaszcza Nurii i Miquela. Pojawia się również wielu bohaterów wcale nie banalnych, bo posiadających oryginalną osobowość. Doskonałym przykładem jest Fermín, uważający za swój obowiązek, wygłosić w każdej wypowiedzi filozoficzną uwagę - czy też smutna Nuria Monfort, do której pragnęłabym byś podobną.
"Cień wiatru" to, moim zdaniem, jedno z najcudowniejszych dzieł literatury współczesnej. To opowieść o miłości, tajemnicy i zaufaniu. Dla mnie zawsze będzie miała barwę zachodzącego słońca, a wspominać ją będę z ciepłym uczuciem szczęścia na dnie serca.
Ach, jak trudną jest próba streszczenia tej książki i ja jej nie sprostam. Opisywanie wszystkich wątków, zawartych w tej powieści, zabiłoby całą ich magię, ich piękno. Najpiękniejsze spośród nich są jednak wątki miłosne - zwłaszcza Nurii i Miquela. Pojawia się również wielu bohaterów wcale nie banalnych, bo posiadających oryginalną osobowość. Doskonałym przykładem jest Fermín, uważający za swój obowiązek, wygłosić w każdej wypowiedzi filozoficzną uwagę - czy też smutna Nuria Monfort, do której pragnęłabym byś podobną.
"Cień wiatru" to, moim zdaniem, jedno z najcudowniejszych dzieł literatury współczesnej. To opowieść o miłości, tajemnicy i zaufaniu. Dla mnie zawsze będzie miała barwę zachodzącego słońca, a wspominać ją będę z ciepłym uczuciem szczęścia na dnie serca.
"Kobiety obdarzone są niezawodnym instynktem, dzięki któremu natychmiast wiedzą, kiedy dany mężczyzna traci dla nich głowę."
"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie."
"Kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami."
"Wspomnienia są gorsze niż kule."
"Czytać to bardziej żyć, to żyć intensywniej."
***
Bardzo, bardzo przepraszam, że tyle dni upłynęło od mojego ostatniego wpisu. Jednak czas cały spędzałam w szkole - czy to ciałem, czy tylko myślami, martwiąc się o przyszłość. Ot - cała ja. ; ) Lecz przyznaje, że wprost cudownie było wrócić, ujrzeć wszystkich bez wyjątku oraz nauczyć się czegoś nowego. Teraz wiem, że w czasie wakacji za tym bardzo tęskniłam...
Dziwna jest wrześniowa pogoda. Poranki to chłodne pogróżki jesieni, popołudnia - przypomnienie lata, a wieczorami kontury dnia rozmywa deszcz. Nie, nie, wówczas też kocham świat, tylko znacznie mniej. I martwię się, że dzisiejsze chmury zupełnie wyprą ze mnie wspomnienie o słońcu.
Jednak ściskam Was bardzo gorąco, jak na pozostałe osiemnaście dni tej najsłodszej z pór roku przystało. ^^








